|
księga gości Książki z drogą w tytule: |
the spring is coming again 2008-03-27 21:10:09 No rzeczywiscie, jak zauwazyla bflower, ani sie nie obejrzalam, a nadchodzi nastepna wiosna (chociaz nie bylabym tego taka pewna po tym jak obudzilam sie w pierwszy dzien Wielkanocy i zobaczylam snieg). A ja nadal w tym samym miejscu, moze troche bogatsza o kilka nowych doswiadczen i Rickenbacker juz stoi w moim pokoju. Teraz czas znalezc jakas nowa bande tu w Cambridge, mam juz w sumie jedna propozyszyn, mam nadzieje, ze sie uda. Zrobilam sobie na jesieni 3-miesieczna przerwe od Anglii podczas ktorej rozmyslalam, kontemplowalam, zastanawialam sie. Przyznam, ze decyzja o powrocie nie byla wcale taka latwa, ale zdrowy rozsadek wygral. Podczas pobytu w Polsce zdalam sobie sprawe, ze ja juz nie naleze do tego kraju. Bedac tam tesknilam za Cambridge i za przyjaciolmi, ktorych tu zostawilam. Starzy znajomi okazali sie juz nie tacy bliscy jak dawniej, zyli przez rok wlasnymi sprawami, o ktorych ja malo wiedzialam i niesamowicie sie oddalili. Mimo wszystko milo, ze znalezlismy chociaz czas zeby wyjsc na piwo. Mam nadzieje, ze bedziemy utrzymywac jako takie kontakty i odwiedzac sie czasami. Przeciez Polska i UK nie sa znowu od siebie tak bardzo oddalone. Nastepny urlop planuje latem. Takze do zobaczenia... jak Bog da. skomentuj (0) the spring is coming 2007-03-01 17:37:48 Do tematu "koncerty" dodajemy: Bloc Party, Goose, Client, Pure Reason Revolution i Manic Street Preachers lub Bretta Andersona bo niesttey graja tego samego dnia i wybor bedzie trudny. Do tematu "spotkania towarzyskie" paru nowych znajomych, some handsome skinny boys i kilka ulubionych pubów. A co poza tym: polowanie na Rickenbackera rozpoczęte, bilet do Polski kupiony i drzewa nam kwitną w Cambridge... także wszystko w najlepszym porządku:) Do zobaczenia w kwietniu. skomentuj (6) (not) driving home for Christmas 2006-12-23 20:51:17 Życie bez rodziny, przyjaciół, zespołu, ulubionych rzeczy, ktorych nie dałam rady zabrać ze sobą, świeta z dala od domu, praca od 8 a.m do 8 p.m - te wszystkie niedogodności pobytu na obczyźnie rekompensuje parę innych faktów: śpiew ptaków w grudniu o 6 rano, poznawanie nowych ludzi, wyrabianie kontaktów za granicą, nauka angielskiego, praca w jednym z najstarszych, najlepszych i najpiękniejszych collegow w miescie, 5 koncertów w ciągu miesiąca zespołów, które może nigdy nie przyjadą do Polski: The Cooper Temple Clause, Badly Drawn Boy, Forward Russia, Primal Scream, The Futureheads, a gdyby nie to ze bilety byly wyprzedane jeszcze Dirty Pretty Things i Gomez... no i te stałe wpływy na konto:) Sami policzcie wszystkie za i przeciw... rachunek wydaje się prosty. skomentuj (7) strach przed lataniem i głód doświadczeń 2006-10-03 11:10:22 No i stało się... biorę parę płyt, kilka książek, słownik Longmana i spierdalam do miasteczka, w którym studiował mój kolega po fachu Colin Greenwood, Vladimir Nabokov i pewnie jeszcze paru innych (w końcu to drugi po Oxfordzie najlepszy uniwersytet w Anglii), miasteczka pięknych uliczek z wybornymi cukierniami i fajnych dup z brytyjskimi fryzurami. Przynajmniej tak mnie zapewniają ci, którzy tam byli. A ja będę się mogła przekonać o tym osobiście już 8 października. Do zobaczenia gdzieś kiedyś. Całuję. skomentuj (3) davno w sebe neporiadok mam 2006-09-25 10:36:09 Ja pierdole takie imprezy, po ktorych choruje tydzien. Nie twierdze ze w piatek bylo zle. Super bylo: mnostwo znajomych, fajny koncert Redempress i dobra muza dj Dudasa;) Bylo tak dobrze ze wyszlam o 6 z Metra pijana i ledwie zywa. Spoznilam sie na pociag osobowy i musialam jechac pospiechem. Cale szczescie ze mialam wiecej kasy. Bylam tak zmeczona ze przespalam swoja stacje i wyladowalam 20 km dalej. Potem musialam wracac stopem bo kasy juz niestety nie mialam. Cala sobote i niedziele przespalam, a mimo to w poniedzialek nadal mialam kaca, a do tego przeziebilam sie po tych baletach i jestem chora. Takim sposobem zmarnowalam sobie tydzien. Wakacje sie skonczyly, letnie festiwale tez, czas wziac sie do roboty. Problem w tym, ze nie chce mi sie tutaj szukac pracy, bo jedyna dostepna to taka za 700 - 800 zl, co nie starczy nawet na mieszkanie, chleb i piwo. Coraz intensywniej zatem mysle o wyjezdzie. Wiem, wiem, mowie tak juz od 2 lat, ale teraz naprawde od jakiegos czasu czekam tylko na propozycje pracy czyly telefon z biura posrednictwa i wyjezdzam. Tak jak w tej reklamie Zycia Warszawy, ktora gdy ogladam ciary mi przechodza po plecach (nie wiem czemu, moze dlatego, ze za duzo ma ze mna wspolnego): "Mam 27 lat. Skonczylam zarzadzanie. Pracowalam w szkole za 800 zl. Za pol godziny mam samolot do Londynu. Na poczatku postoje troche na zmywaku a potem cos znajde. Wyjezdzam... i nie wroce. Po co mialabym wracac?" Z ta mala roznica ze ja jednak zamierzam wrocic. Jakos nie wyobrazam sobie zycia na stale za granica, zaczynanie wszystkiego od nowa, nawiazywanie nowych znajomosci - to nie dla mnie. No chyba, ze najde tam kogos dla kogo warto bedzie zotac:> Korzystajac z okazji, ze jesien za pasem i dlugie zimne wieczory znow bedzie mozna poswiecic na lekture, chce polecic kilka pozycji, ktore ostatnio czytalam. Ksiazka, ktora najbardziej do mnie przemowila bylo "Pokalanie" Piotra Czerwinskiego. Ciekawie napisana z watkami muzycznymi i dziennikarskimi i milosnymi tez. Od czasow "Tequilli" nie czytaalm nic lepszego. Niezmiennie bede polecac nowe ksiazki Piatka i Maslowskiej - kto jeszcze nie czytal, powinien. Niestety musze tez skrytykowac pare przereklamowanych wedlug mnie pozycji, mianowicie "Zwal" Shutego z deka grafomanska i niezrozumiala dla mnie. Dotyczy to ksiazki, a nie autora, bo jego "Cukier w normie" jest podobno dobry (niestety nie czytalam). "Lubiewo" Witkowskiego tez nie jest az tak dobre, jak o nim mowiono. Fakt, ze miejscami zabawne i dobrze sie to czyta, a poza tym porusza tematy, o ktorych sie rzadko glosno mowi, a co dopiero pisze, ale zdecydowanie przereklamowana. Ze starszych rzeczy nadrabiam lektore Kosinskiego, szczegolnie polecam "Wystarczy byc" + film na podstawie tej ksiazki i Steinbecja (slynnych "Myszy i ludzi" chyba nie musze polecac fanom Myslovitz, filmu rowniez). Ksiazki Kosinskiego jak dla mnie maja w sobie za duzo niezbyt wyrafinowanego erotyzmu, nawet jezeli taki byl zamysl autora, a Steinbeck jak to Steinbeck pisze proste, krotkie historyjki z puenta zawierajaca jakas madrosc zyciowa. Tymczasem zabieram sie do czytania po raz kolejny "Mistrza i Malgorzaty" oraz biografii Hlaski, ktora ostatnio kupilam. Na koniec maly cytacik, ktory swego czasu zaznaczylam, aktory wyjasnia pociag niektorych ludzi do literatury" "Książki są ważne tylko dla tych, którzy wiedzą, że czytanie to jedyne lekarstwo na chorobę duszy" Jerzy Kosiński AMEN skomentuj (3) summer in the szity 2006-07-21 11:58:47 ...jest lipiec, ja znowu się puszczam w kurorcie... ...szukam miłości w mieście turystów... ...stoję na krześle i zrywam z drzewa czereśnie... ...nie mam czasu na seks, a tak bardzo chciałabym mieć... jeżdżę na letnie festiwale robię przetwory na zimę i czas mi tak płynie w tej małej mieścinie;) skomentuj (3) żyję wstecz, ciągle gram i dobrze bawię się... bo ja tak chcę, bo ja tak chcę! 2006-04-29 10:41:02 Wiem, że długo nie pisałam, ale nie bardzo było o czym. Wyjątkowo długie w tym roku przedwiośnie działało na mnie prawie tak samo depresyjnie jak jesień i zima. Oczekiwanie na pierwsze ciepłe promienie słońca umilały mi spacery do lasu, obserwowanie znikającego śniegu i pobieranie energii od mojej ulubionej brzozy. Przed świętami zapierniczałam cały tydzień przy sprzątaniu domu rodziców. Po raz pierwszy od kilku lat miałam na to więcej niż 3 dni, więc postanowiłam, że porządki będą generalne. Po tym wszystkim nie bardzo rozpoznawałam swoje brudne, szorstkie i pokaleczone dłonie, ale efekt był zadowalający. No a po świętach sypnęło: więcej prób, koncerty (własne i innych zespołów), imprezy (w tym jedna niestety nieprzyjemna – pogrzeb, ale miło było spotkać rodzinę, której nie widziało się kilka lat). Ubiegły tydzień obfitował w naprawdę wiele wrażeń. Najpierw koncert z Cool Kids Of Death. Ale zanim do niego doszło musiałam wykonać kilka telefonów, których się bałam... jak się później okazało – całkiem niepotrzebnie. Ci zbuntowani, mający do wszystkiego i wszystkich stosunek olewczy muzycy są też ludźmi... i to jakimi miłymi! Choć perkusista Jacek defintywnie temu zaprzecza;) Udawać twardzieli mogą sobie w mediach, ja nie dam się tak łatwo nabrać. Są naprawdę dobrymi ludźmi i zajebistymi kolesiami. Myślałam, że nawet jak się zgodzą na support, to maksymalnie nas oleją, a tymczasem... Zaczęło się od tego, że Jacek (który generalnie nie pożycza sprzętu, odkąd jakiś support mu spierdolił perkę) użyczył nam swoich garów. Mało tego, namówił resztę zespołu, aby dali nam wzmacniacze. Na próbie pomogli nam się ustawić i byli we wszystkim pomocni. Ich akustyk nas znakomicie nagłośnił. Pod względem brzmienia był to chyba nasz najlepszy koncert. Inna sprawa, że zajebiście pasuje nam ustawienie ich pieców (w końcu bas był dobrze słyszalny) i mają 3 mikrofony na wokal (czyli tak jak u nas). Następna kwestia to sam koncert. Myślałam, że zrobią tak jak Negatyw, czyli pójdą do garderoby chlać, jak my będziemy grać (a potem jeszcze Afgan perfidnie mówi, że będzie trzymał za nas kciuki, chociaż nas wcale nie słyszał!). A tu niespodzianka. Kończy się muzyka z głośnika, my wchodzimy na scenę, a Coolki jak jeden mąż ustawiają się rządkiem wśród publiczności. A po koncercie... wtedy dopiero tak naprawdę urosłyśmy:D Wszyscy przyszli do kanciapy, żeby nam pogratulować i powiedzieć, że fajnie grałyśmy: Jacek naszej nowej perkusistce Kasi: "ja myślałem, że ty w ogóle nie umiesz grać";), Qbx: "gracie z nami jeszcze gdzieś?":), Wojtek: "szacunek dziewczyny", Cinass: "kurwa, dziewczyny, było zajebiście... graliśmy kiedyś z takim innym żeńskim zespołem, jesteście od nich o niebo lepsze":P, Ostry podczas własnego występu: "dziękujemy supportowi, wokalistka ma mocniejszy głos niż ja" :], a Kamil tylko stał i powtarzał: "no no no":> Akustyk porównał nas do Sonic Youth (lol!), a menedżer zaprosił na całą majową trasę z nimi Następnego dnia też był ważny dla mnie dzień, na który długo czekałam. W swoim zespole nie do końca się realizuję, zawsze pociągała mnie elektronika, od dawna chciałam zagrać z kolegami z New Passengers na basie i oto nadarzyła się taka okazja. Niestety, musiałam z niej zrezygnować przez ten koncert z Cool Kidsami (co nie oznacza, że tego żałuję). Nie mieliśmy po prostu czasu ( a ja również siły) zrobić porządnej próby przed koncertem, a następne dni też zapowiadały się dla mnie imprezowo, więc musiałam oszczędzać siły. No cóż... może kiedyś to nadrobimy, jeżeli chłopaki mi pozwolą. Następnego dnia z kolei było pierwsze indie party w Białymstoku. Ludzie nawet dopisali i jest podobno szansa na podobne w czerwcu już z zespołem na żywo jako dodatkową atrakcją. DJ-e co prawda trochę kaszanili, bo puszczali też sety techno i dicho zamiast muzyki brytyjskiej, ale "Just Like Heaven" na koniec w pełni mi to zrekompensowało. Było mnóstwo stylowych mężów, ale żaden nie zainteresowany. Teraz już nawet wiem dlaczego: pod koniec imprezy do mnie i koleżanki podszedł jakiś gość i zapytał wprost: "przepraszam, wy jesteście parą?". Od dziś postanowienie: zabieramy na imprezy facetów (!!!) – braci, kumpli albo kogoś z ulicy, bo przebywanie w babskim towarzystwie może skończyć się posądzeniem o homoseksualizm (i jak ja później znajdę męża, jak się to rozniesie po mieście?!) Więcej zastrzeżeń do imprezy nie mam. Dzięki wszystkim za te piwa, które pozostawialiście na stolikach:) Dzięki temu miałam co pić przez ostatnią część wieczoru, bo kasę musiałam oszczędzać na Poznań następnego dnia. Wszyscy mówią, że jestem pierdolnięta. Impreza w Białym trwała do 5 rano, a zaraz z niej pojechałam do Poznania. Spałam tyle co w pociągu. Myślałam, że tego nie wytrzymam, zdechnę przed wieczorem, ale wygląda na to, że jeszcze nie wyszłam z wprawy i nadal jestem długodystansowcem jak zajdzie taka potrzeba:) W Poznaniu znowu mnóstwo wrażeń: spotkanie z ekipą łódzko – wrocławską i mój pierwszy koncert Lili Marlene. I tu znów się okazuje, że muzycy, którzy dziwnie się patrzą ze sceny na publiczność, też są ludźmi. Niektórzy nawet wiedzieli kim jestem zanim się przedstawiłam (ach ta popularność;)). Obiecałam sprowadzić ich do Białegostoku. Myślę, że przy odrobinie dobrej woli się uda. Problem w tym, że wydłuża mi się lista zespołów do sprowadzenia. Jakby ktoś chciał pomóc w organizacji koncertów, ma jakieś znajomości w klubach itp. to zapraszam do współpracy. Wymieniłam sobie cenne uwagi z basistą (np. na temat wyższości grania kostką nad graniem palcami oraz urokach małżeństwa;)) i zapamiętałam słowa gitarzysty (które niech będą konkluzją tej notki): "Co z tego, że my jesteśmy z Wrocławia, a wy z Białegostoku? Wspierajmy się wzajemnie, a wszystko będzie dobrze". AMEN! skomentuj (8) |
2008 marzec 2007 marzec 2006 grudzień październik wrzesień lipiec kwiecień styczeń 2005 listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec |